Aktualności

02 listopada 2020 09:19 | Aktualności

Wywiad z Markiem Rohrem-Garzteckim

Marek Rohr-Garztecki jest wnukiem Wilhelma Rohra, dziedzica Goliny Wielkiej. Urodził się w 1947 roku jako jedyny syn Urszuli Garzteckiej (zd. Rohr). Obecnie mieszka w Kenii, gdzie jest ambasadorem Polski. Jego rodzina, zarówno ze strony ojca, jak i ze strony matki odegrała dużą rolę w historii. Warto wspomnieć, że nie tylko Rohrowie, ale również Garzteccy brali czynny udział w wielu ważnych wydarzeniach.

Pan Marek Garztecki obecnie dąży do przejęcia i odnowienia pałacu, który został skonfiskowany w czasie okupacji. 

Zgodził się odpowiedzieć nam na kilka pytań o sobie i swojej rodzinie. 
 

P: Dlaczego wyprowadził się Pan z Polski?

O: Nigdy się z Polski nie wyprowadzałem. Wyjechałem z Polski w grudniu 1981 r. na krótką (jak planowałem) delegację na Zachód jako przedstawiciel NSZZ „Solidarność” (tu dodam, że od 16go roku życia byłem związany czynnie z antykomunistyczną opozycją). Stan wojenny zastał mnie w Londynie, gdzie stworzyłem, na polecenie od opozycji z kraju, Biuro Informacyjne NSZZ „Solidarność”, którym kierowałem aż do końca jego istnienia. Do Polski mogłem powrócić dopiero po upadku komuny, co stało się we wrześniu 1989 roku, gdy przywrócono mi polskie obywatelstwo, którego pozbawił mnie rząd Jaruzelskiego.  

P: W ilu językach Pan mówi?

O: Nie wszystkie języki używam codziennie, a więc nie wszystkimi władam równie dobrze. Na przykład sporo zapomniałem już francuskiego, który był mym pierwszym językiem (po polsku nauczyłem się dobrze mówić dopiero w podstawówce). Tak więc płynnie (tj. czytam, piszę i mówię) po polsku i angielsku. Poza tym, w różnych okresach mego życia zmuszony też byłem (głównie ze względu na miejsce zamieszkania) używać rosyjskiego, niemieckiego i portugalskiego.

P: W ilu krajach Pan już mieszkał?

O: Jeśli za zamieszkiwanie uznamy minimum roczny pobyt to, po kolei: Włochy (miejsce urodzenia), Francja, Polska, Wielka Brytania, Mozambik/Południowa Afryka, Wielka Brytania, Polska, Angola/Wyspy Świętego Tomasza, Polska i obecnie Kenia.

P: Jakie relacje miał Pan ze swoją rodziną?

O: W dzieciństwie wychowywała mnie Babcia (Herta Rohr) kilka lat samodzielnie, gdy rodzice siedzieli w więzieniu. Gdy wyszli na wolność byli tak zmienieni psychicznie, że nie  byli w stanie w stanie nawiązać ze mną normalnych relacji. 

P: Czy powie nam Pan coś więcej na temat swoich rodziców?

O: Mój ojciec Juliusz Garztecki (pseudonim okupacyjny Wilczur) był oficerem Armii Krajowej (zastępcą szefa kontrwywiadu AK), i jednym z dowódców w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie spędził blisko 5 lat w więzieniu w tzw. okresie stalinowskim. W 1955 roku, wspólnie z mą matką (Ewa Urszula z. Rohr) stworzyli Klub Krzywego Koła z którego później wywiodła się cała polska opozycja. Moja matka już w 1942 albo 43 wstąpiła do antyhitlerowskiej konspiracji (gdzie poznała mego ojca) i oczywiście brała czynny udział w Powstaniu Warszawskim. Matka również „odsiedziała” swoje niemal 3 lata za Stalina/Bieruta a po uwolnieniu była pierwszą przewodniczącą Klubu Krzywego Koła.

P: Czy Pańska mama opowiadała Panu o Golinie?

O: W dzieciństwie matka nigdy mi nic nie mówiła o Golinie. Nie chciała jej wspominać, nie chciała tam wracać i do śmierci nigdy Goliny nie odwiedziła. Były to dla niej zbyt bolesne wspomnienia. Początkowo dowiedziałem się sporo o Golinie od mieszkającego w Szwecji wujka Andrzeja (Hansa Rohra). Dopiero na kilka lat przed śmiercią matka zaczęła mi trochę więcej o Golinie i o sobie mówić. 

P: Czy myślał Pan o powrocie do Polski?

O: To trochę nie tak. Nigdy nie uważałem, że opuściłem kraj na dobre, zawsze mówiłem, że jestem na „przedłużonej delegacji służbowej”. W lata osiemdziesiątych nie mogłem przecież wrócić, bo byłem formalnie oskarżony o ”zdradę socjalistycznej ojczyzny” a więc (na szczęście czysto teoretycznie) groziła mi w PRL kara śmierci. Nawet będąc obecnie polskim ambasadorem w Nairobi, w dalszym ciągu jestem przecież polskim obywatelem. A gdy przejdę wreszcie na z dawien dawna (bo mam już 73 lata) emeryturę, to mam nadzieję, że zostaniemy sąsiadami ☺

Dziękujemy za rozmowę. 

Przeczytano: 65 razy. Wydrukuj|Do góry